RSS
 

kope lat

16 lip

uwierzyc trudno, ze to juz tyle czasu od ostatniego wpisu. po drodze zdarzyla mi sie powazna choroba i niemoznosc wstania z fotela, a co dopiero nad garami stania. wiec swiezo odnowiona dieta poszla sie gonic. bylo mi zle i bardzo strasznie, bo naprawde ciezko sie rozchorowalam, wiec zarlam tejkeuejowe zarcie, zeby sobie umilic. i tak to, 10kg od najnizszej wagi. back to 105. no to od 2 tygodni jestesmy od nowa na diecie 5 na 5, tak jednak lepiej nam pasuje. na razie spadlam z 4kg, wiec niestety nie powtarzam sukcesu miazdzacego fazy ataku, ale tez tego nie oczekiwalam.

na razie ciesze sie, ze w ogole troszke spada i powoli mieszcze sie bez trudu w ciuchy, chlop mi nieco nawala, bo choc niby uczestniczy w diecie to mocno pasywnie i bez motywacji, zobaczymy, moze mu sie odmieni.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii blog

 

probujemy inny zestaw pytan

11 kwi

Od ponad tygodnia probujemy inny zestaw dni. taki troche szemrany, bo staly tygodniowo, glownie dyktowany moim planem zajec. Wiec tak:

Poniedzialek – dzien proteinowy
Wtorek – dzien proteinowo warzywny, ale bardziej proteinowy, no moze jajeczniczka to z pomidorkiem a miecho to z papryka i grzybkami
Sroda – dzien proteinowy
Czwartek – dzien proteinowo warzywny w ten sposob, ze obiadokolacje jem w knajpie bo nie ma mnie w domu od rana do nocy, wybieram przyjazne potrawy miesno-warzywne.
Piatek – dzien proteinowy
Sobota – dzien proteinowo-warzywny
Niedziela – dzien proteinowo-warzywny

Z tym ze weekendowo ustalone jest, ze jesli jeden dzien bardziej warzywny to drugi mniej, a jesli jeden dzien jemy w knajpie gdzies to w drugi staramy sie jednak bardziej proteinowo.

Mimo chorego wrecz grzeszenia w sobote i niedziele (wielka pica na osobe, za to na cieniutkim ciescie i dla mnie  300ml Ben&Jerry Cookie Dough – ukochanych lodow), w sensie dwa razy taki zestaw, to dzisiaj wieczorem zwazonam wykazalam rekord wagi minimalnej, co prawda o 0.1kg ale zawsze. I to, prosze panstwa jest motywacja.

UPDATE: sprawdzilam dokladniej, klamie, najnizej bylo 96.2 a teraz mam 96.5 ale czekajcie wy kurna do rana!!! :D

UPDATE  z rana – 95.6 wiec jednak najnizsza notowana, bez klamania!

Plan nie pozwala mi jeszcze zaczac jezdzenia rowerem do pracy, albo potrzebuje wziac rzeczy na aktywnosci popracowe, ktore nie wleza mi do plecaka, albo pogoda jest psia a ja nie moge sobie pozwalac na chorowanie gardlowe… ale w pierwszy dzien, gdy bede mogla po pracy wrocic do domu i bez nadbagazu i pogoda bedzie nie kurna bliska zeru z deszczem, to jade. strasznie juz chce.

Joga nie wychodzi. wykrojenie godziny dziennie jest niewykonalne i mowie sobie tak codziennie, przez co ni wykrajam nawet godziny na tydzien, a to juz moglabym spokojne. musialabym sie zapisac na joge grupowa, ale to dojazd i kasa i blablabla. rower do pracy wyjdzie taniej i uzyteczniej :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii blog, osiagniecia

 

Eh jakby tak wrocic do poczatkow

27 mar

Duzo bym dala, zeby teraz chudnac tak jak chudlam na poczatku drogi. Ja rozumiem, ze kwestia procentow jest to i terazniejsze pol kilo to jak dwa wtedy, ale jest ciezko. O kazde pol kilo trzeba walczyc czasem tydzien/dwa, a wtedy czlowiek sie juz wkurza i grzeszy z wkurzania. Jesli widze, ze mija moje 5 dni chudniecia na fazie proteinowej i nie schudlam tyle, zeby moc ciut przytyc w warzywnej, to olewam warzywna i jem syfy, przez co nie chudne, przez co w kolo macieju. Jednakowoz wydaje mi sie, ze ksztalt mi sie nieco zmienil, wchodze w niektore 18tki, ale 20tka jest cialge bezpieczniejsza, a mimo to wygladam nieco chudziej niz czuje, ze wygladam.

i kolejny kolazyk z kiedys i dzis

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii blog

 

Ja ciagle w wagonie,

19 lut

w tym wagonie, co do chudosci jedzie. tylko czasem na stacjach wychodze i wciagam cos niedukanskiego…

znudzilo mi sie juz byc ciagle w tym przedziale 95-100kg, przy czym zdecydowanie blizej 100 niz 95. tak juz mam od listopada bodajze, prawda? no wiec najpierw praca, potem swieta, potem nowy roczek i obietnica poprawy, a potem jak najbardziej poprawa, ale jednak wybieranie wyjsc wygodniejszych niz bardziej dukanskich, od czasu do czasu, dosc czesto a to jedno ciastko maple & pecan, a to satay kurczece z nudlami, a to zupa z kubasa na zimno machnieta (taka gotowa, nie ze w proszku). no i efekt taki, ze nieznacznie przenioslam sie z okolic 99 na okolice 97-98. no sorki, ale to juz prawie 3 miesiace na to stracilam, gdzie moglabym spokojnie z 10kg zrobic w tym czasie. obrazilam sie na siebie.

inna sprawa, ze TZ mi wypadl z wagonu. w sensie je dalej, jak twierdzi tylko dukanskie, ale kosmicznie malo i rzadko, wracajac do swoich starych nawykow zywieniowych, tylko zamiast kanapki z vegemite je teraz jakies mieso z tacki. wiec pilnowanie i namawianie go, zeby stosowal diete, a nie jadl to, co dieta pozwala ale na wlasna modle wyciencza mnie z energii i motywacji tez. bylo znacznie latwiej, jak oboje lecielismy z kilogramow. najgorsze, ze jemu zostalo moze 5-10kg do zrzucenia zeby byl totalna tyczka, a on sobie przedluza czas trwania tej diety w nieskonczonosc w taki sposob, a to i drogie jest i niezdrowe przeciez no. ale nie o nim, o mnie.

przeszlo mi juz, ze o rany jaka jestem chuda. wraca mi swiadomosc, ze bycie na granicy normalnych ciuchow nie jest normaloscia. ze jeszcze troche przede mna. wizyta w pl przewidziana na niedlugo tez motywuje, co prawda czasu bardzo niewiele, bo ze 2 tygodnie, ale jak kazdy (szczegolnie przed urlopem), postanawiam naprawic miesiace zlego zachowania 2 tygodniami rezimu. w Polsce bede pare dni zaledwie,ale pewnie tam popiwkuje itd, wiec musze miec ten zapas, na ktory wskocze po wizycie.

Dukanuje juz prawie 9 miesiecy, nadal najchetniej odzywialabym sie jajecznica i jajkami w dowolnej ilosci. koniecznie musze zrobic sobie znowu badania, tylko czas czas czas…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii blog

 

Sernik krok po kroku

24 sty

Jak krowie na rowie.

Sernik w kawalkach.

Bierzemy 5 jajek. Oddzielamy bialko od zoltka, bialko idzie do robota, zoltko do duzej michy.

Ubijamy bialko na ekstra sztywno, do zoltek dodajemy 5 kopiastych lyzek Canderel (o konsystencji sniegu, nie maki, tych sypkich maczystych nie wiem ile lyzek)

Kopiasta lyzka budyniu bez cukru (tu – krowkowy)

Dodajemy smak waniliowy.

Dodajemy sera. Tu – opakowanie fromage fraise (500g) i Linessy soft cheese (200g)

Mieszamy zawartosc michy.

Zamieszane wyglada tak:

Dorzucamy ubite bialko do michy. Ma byc ubite tak, ze bardziej sie polamie niz wleje.

Powoli mieszamy (podbierajac lejace ciasto spod spodu i wylewajac je na pianke), az papa bedzie w miare jednolita, za to puchata.

Przekladamy do formy (tu silikonowa)

Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 160 stopni, po 70 minutach zmieniamy temperature na 120 i niech sobie w niej odpoczywa jeszcze z 10 minut. wylaczamy. Pozwalamy wystygnac powoli. Wyjmujemy z piekarnika.

Cierpliwosci to ja niestety nie mam, wiec wyjmuje goracy i on potem troche flaczeje, ale pyszny jest i tak.

OM NOM NOM!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii przepisy

 

Czlowiek to jednak jedna wielka kupa jest.

05 sty

Co udowodnila waga w ostatnich dniach. Po tym calym obzarstwie a glownie po prostu jedzeniu zlych rzeczy, a juz szczegolnie zapuentowanie wielkim zestawem w BK waga poszla do gory o pare kilo, stawiajac mnie w przedzialce trzycyfrowej. nic przyjemnego. kiedy 2go zaczelam swoje przepisowe 5 dni proteinowych liczylam na to, ze dobije do dwucyfrowego znowu. nie liczlam absolutnie na to, ze nagle ruszy prawie 4kg w niecaly tydzien.

nie ludze sie, ze nagle zrzucam tluszcz szybciej, wiem, ze to zlogi (vide tytul) i tak dalej. ale to dowodzi przynajmniej tego, ze nawet w grudniu troche schudlam, co jest sympatyczne, a jakze.

jedyne, z czym walcze w tej chwili to to, ze jestem zmeczona/leniwa i nie chce mi sie gotowac, wiec zyje o jogurcikach i jajecznicy. mam jakis potworny wstret przed dotykaniem i przygotowywaniem surowego miesa. mam nadzieje, ze to szybko minie, bo TZta na przejecie gotowania nie namowie.

 

PS. w zwiazku z brakiem odzewu a propos przepisow postanowilam sie nie przemeczac :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii blog

 

przepisy tu?

03 sty

w sieci sa milyjony blogaskow z przepisami. ja nie chce specjalnie krasc przepisow od innych, mimo ze w wiekszosci tam tez sa kradzione, czasem troche modyfikuje te przepisy i udoskonalam, ale nie sa to zmiany na tyle duze, zeby traktowac te przepisy jako „moje”.

mam anglojezyczna stronke, na ktorej czesc tych przepisow moich i nie moich jest, tlumaczona i zregionalizowana jesli chodzi o dostepnosc i rodzaje produktow.

nie mam tu zadnych analityksow, wiec nie wiem ile osob w ogole tego bloga czyta, bo jak dieta mi mila, komencic to nie ma komu, ale rozumiem, co tu komencic i ile razy mozna po glowce poglaskac :), wiec nie wiem czy jest w ogole sens tu zamieszczac jakiekolwiek przepisy. wiecie, ze wiekszosc mam zkotemwkuchni albo od sliweczki. nie chce mi sie starac na nic, bo ja te przepisy juz mam po angielsku gdzie indziej, wiec dajcie znac jesli uwazacie, ze tu sie tez nalezy.

ten blog jest i zawsze bedzie raczej moim pamietnikiem niz blogiem roku, wiec tez nie chce mi sie robic w nim rzeczy pod przyszla wieksza publiczke. wystarcza mi, jesli czytaja go zainteresowani znajomi i czerpia inspiracje lub supportuja i kibicuja po cichu lub glosno.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii blog

 

po stokroc!

28 gru

moj setny wpis na blogu jakos smutnym bedzie. mimo, ze doskonale wiem, ze przytylam, jak dzisiaj stawalam na wiificie to mialam cien nadziei, ze moze sie zaskocze i ze moze akurat schudlam od skakania na koncertach i tak dalej. no coz, niestety nie.

przytylam od ostatniego wazenia 11 dni temu. przytylam 2.3kg, co postawilo mnie w niechlubnej wadze 3cyfrowej, moja aktualna waga to 101.1. nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem, bylam przygotowana na takie konsekwencje zapracowanej zimy, pozostaje zakasac rekawy i wrocic do serniczkow i dukanskich burgerow, prawdaz. w zasadzie to calkiem chetnie, jedzenie niedukanskie dobrze mi robi w podniebienie co prawda, ale na pewno daje mi mniej energii i dobrego samopoczucia dlugotrwalego, niz proteinki.

postanowialam w ramach kary nie kupowac sobie zadnych wiekszych spodni „tymczasow” tylko sie wpakowywac w te co mam, o.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii blog, osiagniecia

 

Bezu bezu bez bez bez

28 gru

Po kilkukrotnym failu bezowym udalo mi sie zrobic bezy, ktore przypominaja mocno wersje cukrzana.  Jedyna roznica to ta, ze w moich srodek byl bardziej piankowaty niz lepki lub suchy. Problem z przepisem na bezy jest, ze bezy sa temperamentne i od temperatury bialek, wilgotnosci itp zalezy wynik ostateczny, stad pewnie za kazdym razem wyjda troche inne.

Jest to kawalek przepisu na tort skads z internetu lekko zmodyfikowany na potrzeby dukanskie, oczywiscie.

6 bialek, z jajek o temperaturze pokojowej

6-7 kopiastych lyzek slodzika Canderel lub Splenda do wypiekow (to slodzik granulowany w platuniach malutkich. polskiego sypkiego slodzika bedzie pewnie mniej, trzeba probowac)

1 lyzeczka octu winnego

Ja pieke bezy na silikonowej plachcie, pewnie na papierze do pieczenia tez sie da.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. W tym czasie bialka ubijamy na sztywno ze szczypta soli. Gdy masa jest sztywna dodajemy lyzeczke octu, miksujemy. Potem wsypujemy lyzka po lyzce slodzik, ciagle miksujac.  Masa zacznie sie robic blyszczaca i mega sztywna, nie bedzie chciala opuscic miski nawet jak sie w nia popuka. Wtedy mozna ewentualnie dodac jakiegos aromatu. formowac dowolne ksztalty na macie silikonowej,  pieczemy w 180 stopniach przez 5 minut, potem uchylamy drzwiczki piekarnika, zmniejszamy temperature do 140 stopni i pieczemy kolejne 90-100 minut.

Naprawde wazne jest, zeby masa byla bardzo bardzo dobrze ubita zanim wyladuje na blasze.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii przepisy

 

diety brak. wroci w styczniu.

27 gru

nie chcialabym, zeby bylo tak, ze jak obsuwa mi sie dieta, to szybciutko przestaje pisac, zeby nie bylo sladu. bo poprzednimi razami tak bylo i potem brakowalo mi tych wpisow z „co sie stalo”.

w moim zawodzie, ktory z powodow finansowych wykonuje PO pelnym etacie biurowym, grudzien jest najbardziej zajetym miesiacem. nie wszystkie przedsiewziecia grudniowe sa platne, bo mnostwo charytatywek idzie, ale te co sa platne pozwalaja na zaplacenie styczniowych rachunkow, wiec sie zapierdziela jak male autko. z okazji, ze sie zapierdziela glownie poza domem, to nie ma szans, zeby nie zwariowac od prob jedzenia dietetycznego. wobec czego na grudzien zrobila sie dyspensa, ktora potrwala do wczoraj wieczora. od dzisiaj od nowa dietetycznie.

na pewno jest makabra wagowa. postanowilam sie zwazyc jutro rano, zeby okreslic zniszczenie. i starac sie nie grzeszyc w sylwestra za bardzo, i od 1go lecimy juz pelnym cyklem 5/5.

beda milestony po drodze, ale duzy  nastepny – to 85kg. nie wiem za ile kilo to bedzie, jutro rano sie dowiem :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii blog

 
 

  • RSS